Rozmowa z prof. Aleksandrem Welfe, prezesem oddziału Polskiej Akademii Nauk w Łodzi.


Ponad rok temu, gdy po raz pierwszy został Pan wybrany na prezesa łódzkiego oddziału PAN, zapowiedział Pan podjęcie starań o konsolidację łódzkiego środowiska akademickiego. Jakie są dotychczasowe wyniki tych starań?

Uznałem, że jednym z najważniejszych elementów tej konsolidacji powinno być powołanie do życia ciała łączącego instytuty naukowe z Łodzi i województwa działające poza strukturami wyższych uczelni, a będące poważnymi ośrodkami badań naukowych i wdrożeń. Pomysł ten udało się zrealizować. Przy łódzkim oddziale PAN została powołana Konferencja Instytutów Naukowych (w skrócie KIN) Łodzi i województwa łódzkiego.

Ile instytutów znalazło się w tej strukturze?

Dziewięć: Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych PAN, Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii PAN, Instytut Biologii Medycznej PAN, Instytut Biopolimerów i Włókien Chemicznych, Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki, Instytut Medycyny Pracy, Instytut Ogrodnictwa, Ośrodek Badań nad Dawnymi Technologiami Instytutu Archeologii i Etnologii PAN oraz Instytut Włókiennictwa. Z wyjątkiem Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, pozostałe znajdują się w Łodzi. Niektóre z nich istnieją tak długo, jak największe i najstarsze łódzkie uczelnie, a więc 70 lat. Razem dysponują poważnym potencjałem badawczym. Pracuje w nich łącznie blisko 600 pracowników naukowych, którzy w ostatnich pięciu latach opublikowali ponad 1700 artykułów w cenionych czasopismach naukowych, z tzw. listy filadelfijskiej. W ciągu ostatnich pięciu lat instytuty te uzyskały ponad 300 milionów złotych głównie w ramach grantów - przede wszystkim z Narodowego Centrum Nauki, ale też z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a także z innych źródeł. To oznacza, że zespoły z tych instytutów wygrywały konkurencję z innymi. Powołanie KIN to duże osiągnięcie minionego roku.

Jak do tego doszło?

Odwiedziłem dyrektorów tych wszystkich placówek i zaproponowałem im powołanie takiej nowej struktury. Nie spodziewałem się, że ta inicjatywa spotka się z tak przychylnym przyjęciem. I tak powstał w Łodzi swego rodzaju klub zrzeszający pozauczelniane ośrodki naukowe, jakiego nie ma w Polsce.

Co dobrego może wynikać z takiej konsolidacji? Czy może ona ułatwić prowadzenie wspólnych, interdyscyplinarnych badań naukowych?

Oczywiście tak, chociaż należy podkreślić, że już dotychczas niektóre zespoły współpracowały ze sobą, mimo że instytuty, w których działają, podlegają różnym ministrom. Spotkania w KIN z pewnością będą sprzyjały podejmowaniu wspólnych projektów badawczych. Istotne jest i to, że Instytuty mają swą reprezentację wobec władz miejskich i regionalnych i na różnych forach działalności publicznej. Na przykład przewodniczący KIN - prof. Jarosław Dziadek został członkiem Komitetu Obchodów 70-lecia Łodzi Akademickiej.

Ten jubileusz jest świetną okazją do zacieśnienia współpracy między instytucjami naukowymi w Łodzi. Jednak imprezy rocznicowe organizują one oddzielnie, a wspólna część obchodów jubileuszu jest bardzo ograniczona. Nie będzie na przykład wspólnego przemarszu naukowców przez centrum miasta, jaki odbył się 5 lat wcześniej. Jak Pan to ocenia?

Tak zdecydowali rektorzy. Myślę, że nie ma niczego zdrożnego w tym, że poszczególne uczelnie chcą zachować i podkreślić swoją odrębność, ale cieszę się, że część obchodów 70-lecia będzie wspólna. Też pragnąłbym żeby może ta część była większa, ale krok we właściwym kierunku został zrobiony. Myślę, że to uświadomi samemu środowisku akademickiemu, ale także łodzianom oraz władzom miasta i województwa, że uczelnie i instytuty naukowe kreują specyficzną przestrzeń społeczną. I to jest właśnie środowisko akademickie, które - wiele na to wskazuje - będzie decydować o rozwoju miasta i regionu. Nie przemysł, a właśnie środowisko akademickie. Chciałbym ponownie przywołać sformułowaną przez prof. Stanisława Bieleckiego, rektora Politechniki Łódzkiej, ideę Uniwersytetu Środkowopolskiego, który łączyłby największe uczelnie Łodzi. Uważam, że jest to pomysł wart głębszego zastanowienia, bo konsolidacja środowiska, od której zaczęliśmy naszą rozmowę, jest właściwym kierunkiem rozwoju Łodzi Akademickiej. Powinna więc być przedmiotem coraz większej troski władz poszczególnych instytucji naukowych.

Wspomniał Pan, że łódzkie instytuty naukowe wielokrotnie wygrywały z konkurentami starania o granty. Jednak system przyznawania grantów jest krytykowany za to, że nie sprzyja realizacji wieloletnich programów badawczych. Grant otrzymuje się na projekt, który trzeba zrealizować w ciągu trzech lub czterech lat, a po jego zakończeniu konieczna jest zmiana tematyki badań, ze szkodą dla rozwoju nauki i samych badaczy...

Całkowicie podzielam ten punkt widzenia. Rzeczywiście, są takie tematy, które wymagają wieloletnich badań, gdyż osiągnięcie sensownych rezultatów jest niemożliwe w perspektywie trzech czy czterech lat. System grantowy w obecnej postaci prawie to uniemożliwia. Co więcej, szczególnie w zakresie badań podstawowych, finansowanych niemal wyłącznie przez Narodowe Centrum Nauki, akcent kładzie się na granty indywidualne lub w małych zespołach. Bardzo trudno uzyskać finansowanie badań, które wymagają dużych zespołów. To jest ewidentny defekt aktualnego systemu finansowania nauki.

Czy zatem system grantowy wymaga zmiany?

Zmiana to za duże słowo. On wymaga dalszego doskonalenia. Dalszego, bo wiele już zrobiono, aby go usprawnić, na przykład w zakresie przejrzystości procedur. Wprowadzono elektroniczne oprzyrządowanie składania wniosków. Umożliwiono wszystkim zainteresowanym dostęp do wyników. W drugim etapie wielu konkursów są powoływani recenzenci zagraniczni, aby wykluczyć podejrzenie o celowe pisanie nieprzychylnych recenzji przez potencjalnych konkurentów do grantu.

Ostatnio w prasie ogólnopolskiej pojawiły się głosy młodych naukowców, którzy twierdzili, że w polskich uczelniach doktoranci obciążani są nadmierną liczbą godzin dydaktycznych, nie mają szans na stałe zatrudnienie, a konkursy na pracę w określonym zespole naukowym nie służą wyłonieniu najlepszych, lecz przyjęciu z góry upatrzonych osób. Jak Pan ocenia sytuację młodzieży rozpoczynającej karierę naukową? Czy należy wprowadzić zmiany systemowe?

Wprowadzono już wiele rozwiązań systemowych mających ułatwić młodym uczonym drogę kariery. Większość grantów NCN jest adresowana do młodych. To samo dotyczy Fundacji Nauki Polskiej, która uruchomiła dla nich specjalną linię grantową "Start". Zatem ci najlepsi mają szanse na wsparcie finansowe, które może przesądzić o wyborze przez nich drogi rozwoju naukowego. Jednak w środowisku naukowym, podobnie jak w artystycznym czy w show-biznesie, jest bardzo duża konkurencja, i to na każdym etapie kariery. To powoduje ogromne presje i zawsze w tej konkurencji są przegrani. Hasło Fundacji na rzecz Nauki Polskiej brzmi: "Wspieramy najlepszych, aby byli jeszcze lepsi". Taki cel uważam za prawidłowy. Przy konkursach na określone stanowiska problemem jest mała mobilność naukowców. Z reguły do konkursu zgłasza się jedna kandydatka lub jeden kandydat z tej samej uczelni lub instytucji naukowej, chociaż zdarzają się wyjątki i wtedy powinny decydować wyłącznie kryteria merytoryczne. Jeśli natomiast skala niewłaściwych zachowań środowiskowych wobec młodych naukowców jest istotna, jeśli na przykład doktoranci są obciążani nadmierną liczbą obowiązków dydaktycznych, co uniemożliwia rozwój naukowy, szczególnie na wczesnym etapie, to jestem za tym, aby wprowadzić zdecydowanie bardziej restrykcyjne przepisy w tym zakresie.

www.dzienniklodzki.pl